Anegdoty


Dziadoniowe opowiastki / ( 6 Listopad 2008 00:11)

– Jednego razu, – opowiada Dziadoń – stołek se na kraju lasu. Było piyknie, środek dnia, ani jednyj chmurecki na niebie, ani wiaterek nie susnął.... Nagle, kie zasuściyło... kie zasuściyło w maliniokak za mnom. Piyknie cysto zek się zląk, co sie robi. Podchodzym blizyj ku maliniokom i słuchom, co tys to tak zasuściyło, zasuściyło... Patrzym, a tam siedymdziesiąt siedym kotów powiązanyk ogonami. I to one tak zasuściyły, kie wpadły w te malinioki. Ej zasuściyły, zasuściyły...
Chłopi słuchali zadziwieni. Wreszcie jeden zapytał:
– Krzesnyojce Dziadoń, a jakoście te koty tak od razu policył. Przecie siedymdziesiąt siedym kotów to straśnie duzo i biyda ik tak wartko policyć. Moze ik było ino pięćdziesiąt?
– No moze ik było ino pięćdziesiąt. – zgodził się Dziadoń – Ale kie zasuściyły, kie zasuściyły...
Drugi chłop powiada:
– Wiycie co Dziadoń – pięćdziesiąt kotów to tys straśnie duzo. Skąd się telo kotów mogło na roz wziąć w lesie? Moze ik było mniyj?
– No moze rzecywiście nie było ik pięćdziesiąt. – mówi Dziadoń. – Ale trzydziyści to ik było na pewno. Syćkie powiązane ogonami i kie zasuściyły, kie zasuściyły...
Kolejny chłop odezwał się z powątpiewaniem:
– Krzesny Dziadoń, no ale jakos powiązać trzydziyści kotów ogonami. Przecie sie nie do. Moze ik było ino dwa?
Na to Dziadoń odpowiada zdecydowanie i stanowczo:
– No moze były dwa koty, a moze ino jedyn. Ale kie zasuściył, kie zasuściył...



Muzykanckie refleksje 1 / ( 6 Listopad 2008 00:11)

Na palcach jednej ręki można wyliczyć muzykantów dobrych, a skromnych. Z jeszcze większym trudem można wyliczyć muzykantów przeciętnych lub wręcz słabych i skromnych. Większość, niezależnie od umiejętności, choruje na przerost ambicji i ma bardzo głębokie przekonanie o własnej wielkości. Z powodu tych artystycznych przerostów między muzykantami często dochodzi do sprzeczek i konfliktów. Z własnego doświadczenia wiem, że jest to chyba najbardziej skłócona grupa artystyczna. Nie chodzi tu oczywiście o jakieś poważne konflikty i zwady, ale o zwykłe opinie. Oczywiście zawsze negatywne, na temat kolegów muzykantów. I jawnie okazywane niezadowolenie z czyjegoś, choćby najlepszego, grania. Do sprzeczek dochodzi w nawet najbardziej z sobą zżytym i zgranym zespole. Często zupełnie bez powodu. Nie są to oczywiście jakieś trwałe konflikty. Już przy następnym spotkaniu muzykanci witają się najserdeczniej na świecie, zupełnie zapominając, co było wcześniej. Bo muzykanci to są wspaniali ludzie, obdarzeni talentem, poczuciem humoru, wrażliwością i dobrym sercem. Tylko z powodu wysokiej samooceny czasami się kłócą. Jednak zawsze na tematy artystyczne. Te sprzeczki i sytuacje konfliktowe są dziś nierzadko tematem anegdotek opowiadanych z upodobaniem w środowisku muzykanckim.



Muzykanckie refleksje 2 / ( 6 Listopad 2008 00:11)

Do jednej z takich grupek podszedł starszy chłop z Bukowiny i uważnie przysłuchiwał się graniu i muzykanckim pogwarkom. Muzykanci zainteresowali się, kim jest człowiek, który z takim zainteresowaniem słucha muzyki. Okazało się, że to bukowiański muzykant, który niegdyś grywał z Brońcią Dziadońką. Muzykanci poprosili go, aby z nimi zagrał. Ten odmówił i powiada: – Ej chłopy! Jo to groł! Co jo sie ugroł, tok sie ugroł. Ale przestołek grać, odkąd djabli wymyślili przebiyranie palcami po strunak! Teros jus nie grom. Grojcie sami! (...)



(1-3)